Porównaj filmową wersję "Pana Tadeusza" z jego literackim oryginałem

Porównaj filmową wersję "Pana Tadeusza" z jego literackim oryginałem

Andrzej Wajda, reżyserując ekranizację tak sławnego dzieła literackiego, jakim jest "Pan Tadeusz", postawił sobie wysoka poprzeczkę do przeskoczenia. Wymagania widzów były duże, z czego doskonale zdawano sobie sprawę przy produkcji filmu. Jaki był efekt starań ludzi pracujących przy realizacji pomysłu pana Wajdy? Z przykrością muszę stwierdzić, że kiepski, gdyż nie zaspokoił moich oczekiwań. Porównując ekranizację "Pana Tadeusza" z jej pierwowzorem literackim, dostrzegłam wiele niedociągnięć niedociągnięć braków, choć pewne elementy filmu zrekompensowały te straty.
Przy oglądaniu dzieła Wajdy najbardziej przypadły widzowi do gustu cudowne i piękne plenery, XIX-wieczna scenografia i oczywiście gwiazdorska obsada. Doskonała gra nienawistnego Gerwazego (Daniel Olbrychski), tajemniczego i skruszonego księdza Robaka (Bogusław Linda), czy sprytnej, inteligentnej Telimeny (Grażyna Szapałowska), która zaskakiwała trafnością wyrażania uczuć i podkreślania osobowości. Aktorzy spisali się na medal, bynajmniej moje wątpliwości wzbudziła obsada Tadeusza (Michał Żebrowski). Mickiewicz kreował tytułowego bohatera na męskiego młodzieńca, a wersja wajdowska prezentuje jakiegoś rozmarzonego i rozpieszczonego życiem na wsi gagadka, który nawet po powrocie z wojny nie zmężniał.
W grze aktorów najbardziej uderzała 13-zgłoskowa mowa aktorów. Myślę, że w tym punkcie poeta byłby w pełni usatysfakcjonowany, gdyż bariera językowa została przełamana i współczesny widz dobrze odebrał film. Niestety, wszystko co artysta opisał między dialogami, nie mogło zostać zawarte w kinowej wersji, co wybijało aktorów z rytmu, gdy recytowali tak specyficzny tekst.
Pan Wajda zadbał o spójność akcji, próbował jej nadać tempa, ale niestety niektóre sceny wydawały się być przydługawe, a wręcz nudne. Możliwe, że takie wrażenie spowodowało wcześniejsze przeczytanie książki, która jest bardziej wyraźna w odbiorze. Jednak reżyser nie spełnił oczekiwań co do paru scen. Gra Wojskiego na rogu została potraktowana "po macoszemu"- trwała za krótko, jej znaczenie zostało zbagatelizowane do minimum. Ta sama uwaga tyczy się walki przeciw Moskalom, na którą przeznaczono zbyt mały budżet i zaangażowano małą liczbę statystów, co po prostu przyprawiło widzów o "atak ziewania", co w przypadku mickiewiczowskiej sztuki pisania byłoby niemożliwe. Scena ta powinna być bardziej wyeksponowana, gdyż stanowiła moment kulminacyjny, w którym zjednoczyły się dwa zwaśnione rody, aby walczyć przeciwko wspólnemu wrogowi. Co prawda, reżyser filmu z konieczności musiał pominąć kilka wątków ze scenariusza, ale trudno jest zrozumieć, dlaczego znalazł się czas na usłyszenie dźwięków zegaru kurantowego, grającego melodię "Mazurka Dąbrowskiego", Dąbrowskiego zabrakło go na koncert Jankiela na cymbałach na zaręczynach Zosi z Tadeuszem. Ograniczono się jedynie do tanecznego pochodu bohaterów "wijących się" w rytmie poloneza. Ponadto Ponadto filmie zabrakło większego nacisku na pokazanie szlacheckiej kultury materialnej, o której tak bujnie pisał Mickiewicz.
Dzielo Andrzeja Wajdy stało się wierna adaptacją Mickiewicza, chociaż reżyserowi udało się zaskoczyć widzów swoją kreatywnością, wprowadzając dwa elementy. Pierwszym z nich była zamiana miejscami prologu i epilogu, co nadało filmowy końcowy patos, kiedy po happy-endzie rozbrzmiały podniosłe słowa Inwokacji: "Litwo, Ojczyzno moja". Drugą niespodzianką od pana Wajdy było wprowadzenie narratora-przewodnika po Soplicowie, którego utożsamiano z samym poetą. To właśnie jego oczami widzowie oglądali świat przedstawiony. On także komentował niektóre wydarzenia, np. opis robienia kawy podczas uczty w zaścianku.
Młynek do kawy, samowar, zegar z kurantem - nieodzowne elementy XIX-wiecznego życia szlachty. Ich widok nie wywołał żadnego zdziwienia, ale po wnikliwym obejrzeniu filmu zaskakiwała widzów obecność niektórych przedmiotów, typowych dla naszych czasów. W scenie przemarszu wojsk napoleońskich przez Soplicowo w kadrze został ukazany krajobraz Litwy, przez który przeleciał nasz poczciwy bocian- szkoda, że zaobrączkowany, gdyż ta metoda nie była praktykowana w 1812 r., tak samo jak czarne parasolki. I tu należy zastrzec, że w tamtych czasach kobiety nosiły białe, a nie czarne parasolki, które chroniły je przed słońcem, a nie przed deszczem.
Powołując się na gazety, wypowiedzi krytyków oraz własną obserwację ekranizacji "Pana Tadeusza" stwierdzam, że została ona zrobiona niedokładnie i niedbale. Pominięto w niej wiele ciekawych wątków, nie wyeksponowano odpowiednio znaczenia scen (walka z Moskalami) i osób (ksiądz Robak). Mimo wspaniałej gry aktorów, film nie zaspokoił oczekiwań widzów i nie może się równać ze swoim pierwowzorem literackim. Nic nie dorówna twórcom wyobraźni towarzyszącym przy czytaniu książki. W przypadku "Pana Tadeusza" jest to tym bardziej nie możliwe, nawet w przypadku adaptacji reżysera takiej klasy jak Andrzej Wajda.


Spróbuj na http://zadane.pl. Rozwiązują 2500 zadań dziennie!
Dodana 2005-09-06 15:10:56 przez [ Agata Wrońska ]. ID: 969

Szukaj innych materiałów. Mamy ich: 120 156!:
Twoja wyszukiwarka
Ta praca jest plagiatem? Aby zgłosić plagiat skorzystaj z formularza kontaktowego.
Aby móc komentować zarejestruj się w naszym serwisie, lub jeśli masz konto zaloguj się
Strona główna