Kamienica pani Kolichowskiej w "Granicy" Zofii Nałkowskiej

Kamienica pani Kolichowskiej była budynkiem starym, trzy piętrowym, z zewnątrz nie zadbanym, w środku zaś wyremontowanym w zależności od majątków mieszkańców- biedaków, ściśniętych w małych pomieszczeniach (Gołąbscy, Posztrascy)), przypominających raczej więzienną celę, aż po bogato wyposażone wnętrza na piętrach- w tym mieszkanie samej Cecylii Kolichowskiej. Jego wyposażenie zajmuje większość powierzchni mieszkania, a w szczególności jest to pokaźna sofa z poduszkami na podłodze, stolikiem i lampą. Można powiedzieć, że nadmiar ozdób doprowadził do kiczowatego wyglądu wnętrza mieszkania. Oprócz właścicielki kamienicy i biedoty, mieszkańcami byli m.in. ludzie podający się za urzędników. Mieszkali oni w ładnych, zadbanych i wyremontowanych mieszkaniach.

Pani Kolichowska nie mieszkała sama- pod jej opieką znajdowała się jej siostrzenica Elżbieta Biecka, wychowująca się u ciotki od rozwodu rodziców.

Pani Cecylia nie była osobą zbyt towarzyską, drażniło ją otoczenie- zbyt głośne zachowanie dzieci, ujadanie psów, tolerowała jednak niekiedy wizyty swych starych przyjaciółek a zarazem lokatorek- Tawnickiej, Gieneckiej, Warkoniowej i kilku nieproszonych pań. Kiedy była chora, wizyty te były nieco rzadsze. Jednak raz do roku, w jej imieniny (22 listopada), zbierało się u niej grono starszych już pań. Rozmawiały o zmarłym rejencie Kolichowskim, pogrzebach, wojnie, Bolszewikach i Żydach. Podczas tych małych domowych uroczystości Elżbieta przebywała razem z gośćmi i przysłuchiwała się rozmowom zdając sobie sprawę z tego, iż ona mogłaby być teraz na miejscu którejś z owych niewiast i że w przyszłości ona również nieuchronnie się zestarzeje. Pani Kolichowska zaś w czasie owych spotkań uświadamiała sobie, iż należy ona do tej "parady wiedźm" i myśl ta bynajmniej nie była dla niej przyjemna. Kiedy nadszedł termin opłat, biedniejsi lokatorzy musieli płacić z ostatnich swoich groszy, bo zostaliby wyrzuceni na ulicę, natomiast ci bogatsi mogli przedłużać termin spłaty czynszu o ile chcieli, a czasem nawet nie płacili. Elżbieta dobrze znała wszystkich mieszkańców, lecz rozmawiała tylko z tymi majętnymi, tych biedniejszych uważała zaś za jakby oddzielną rasę, Murzynów lub Chińczyków. Miała okazję ich jednak oglądać, gdyż jej okno wychodziło na podwórze, gdzie słoneczna pogoda kusiła brudnych i wychudzonych biedaków: na pniu drzewa przesiadywała często Jasia Gołąbska ze swym chorym synem, innym razem uczył się tutaj Marian Chąśba, jednak uwagę Elżbiety przykuł mały piesek, szarpiący się na łańcuchu. Chciała go przygarnąć, lecz ciotka pozwoliła tylko na karmienie go raz dziennie i na pilnowanie przez niego ogrodu.



Spróbuj na http://zadane.pl. Rozwiązują 2500 zadań dziennie!
Dodana 2005-12-27 22:10:27 przez [ ag@ ]. ID: 5124

Szukaj innych materiałów. Mamy ich: 120 156!:
Twoja wyszukiwarka
Ta praca jest plagiatem? Aby zgłosić plagiat skorzystaj z formularza kontaktowego.
Aby móc komentować zarejestruj się w naszym serwisie, lub jeśli masz konto zaloguj się
Strona główna